piątek, 8 czerwca 2012

Najlepsze brownie i dżem z czereśni

Deszcz i dni zniechęcające do działania. Czekając na słońce szukam ukojenia. Wreszcie, w zakamarkach pamięci odnajduję smak, który jest w stanie przegonić wszelkie nieprzyjemne wrażenia. Smak gorzkiej czekolady. Ciemny i ciężki. W fartuchu, oderwana od rzeczywistości nie potrafię powstrzymać się przed oblizywaniem lepkich palców. Brownie jest mokre i niemożliwie słodkie, z dodatkiem czereśniowego dżemu wręcz idealne. Zjadam dwa kawałki.

Składniki:

140g gorzkiej czekolady
250g miękkiego masła
250g cukru
140g mąki pszennej
4 jajka, lekko rozbite
140g siekanych orzechów (opcjonalnie, ja pomijam)


Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej i lekko przestudzić. Masło utrzeć na miękką masę. Z pomocą miksera należy robić to na najmniejszych obrotach, by go zbytnio nie napowietrzyć. Do masła dodać rozpuszczoną czekoladę i dokładnie wymieszać. Dodawać po jednym jajku, mieszając. Na koniec dodać cukier i mąkę. Ciasto jest szybkie i proste. Można je przygotować z użyciem miksera, ale ja uwielbiam mieszać czekoladową masę szpatułką. Ciasto przelać do wysmarowanej tłuszczem formy, u mnie 20cm x 20cm. Włożyć do piekarnika nagrzanego do 180 st C (bez termoobiegu) i piec przez 19-22 minut. Im dłuższy czas pieczenia, tym mniej mokre ciasto. Ja piekłam 20 minut i środek brownie był wciąż lejący. Gotowe ciasto wyjąć z piekarnika i odstawić na ok.30 minut do przestudzenia.
Doskonale pasuje podane z ciepłym czereśniowym dżemem.


Dżem z czereśni:

2 kg czereśni (1,5kg bez pestek)
300g cukru (użyłam zwykłego białego)
sok z 1 cytryny

Czereśnie umyć i wydrylować. Przełożyć do dużej miski albo bezpośrednio do garnka, w którym będziemy je smażyć. Zasypać cukrem, delikatnie wymieszać i odstawić na całą noc.
Kolejnego dnia postawić na kuchence i zagotować. Gotować na małym ogniu, od czasu do czasu zbierając z powierzchni powstające szumowiny i mieszając. Czas potrzebny do powstania dżemu uzależniony jest od wielkości ognia, jakiego użyjemy. Ja preferuję powolne smażenie na maleńkim ogniu. Gdy całość wyraźnie zgęstnieje dodać sok z cytryny i smażyć jeszcze przez kilka minut, mieszając często, by nie przypalić.
Przekładać gorące do czystych, wyparzonych słoików. Z tej ilości wyszły mi dwa ok.200ml pojemności słoiki. Zakręcić i postawić do góry dnem bądź dla pewności pasteryzować w garnku lub piekarniku.



sobota, 26 maja 2012

Książkowo.Ujęcia ze smakiem i zdrowe jedzenie.

Na mojej półce pojawiły się ostatnio dwie książki, z których jedna zmieniła moje podejście do odżywiania się, a druga  zrewolucjonizowała sposób myślenia o fotografii.


"Jedz pysznie, chudnij cudnie" M. Makarowskiej usystematyzowała moją wiedzę na temat zdrowego jedzenia. Przekazane w niej złote zasady, które każdy słyszał przynajmniej raz nareszcie do mnie trafiły. Do tej pory sięgałam po pozycje różnej maści dietetyków i za każdym razem zostawało mi uczucie bliżej nieokreślonego niezaspokojenia. Czytałam wskazówki, a potem po raz enty usiłowałam zastosować je we własnym życiu. Z mizernym rezultatem. Może po prostu nie byłam na nie gotowa. Niby wiedziałam o  korzyściach płynących z jedzenia pełnoziarnistych produktów, płatków, otrębów, kiełków itd, ale wiedzę tę odkurzałam jedynie raz na jakiś czas, by potem wracać do dawnych przyzwyczajeń i jadać śniadania (o ile można je tak nazwać) o godzinie 15:00. Dopiero "Jedz pysznie, chudnij cudnie" rzeczywiście zmieniła moje podejście. Napisana z pasją przekonuje, że nabranie właściwych nawyków żywieniowych nie jest wcale takie trudne. Wypełniona informacjami na temat produktów, które właściwie wszyscy znamy, pozwala spojrzeń na nie od innej strony. Umieszczone w niej przykładowe zastosowania i jadłospisy są mało skomplikowane i rzeczywiście smaczne (poza zupą-krem z selera, która nie przypadła mi do gustu). Czytając tę książkę miałam wrażenie, że wreszcie, po raz pierwszy czytam wskazówki kierowane do zwykłych ludzi. Ludzi, którzy nie pragną wcale drakońskich i wymyślnych diet, a chcą jedynie prosto i zwyczajnie zacząć jeść z zachowaniem dbałości o własne zdrowie.
Drugą z książek, "Ujęcia ze smakiem. Kulisy fotografii kulinarnej i stylizacji dań" kurier przyniósł wczoraj. Po przeczytaniu pierwszej połowy entuzjastycznie zakrzyknęłam, że też chcę własny aparat. Do tej pory większość zdjęć umieszczonych na blogu robił On. Ja tylko asystowałam czuwając nad samymi potrawami. Mam już co prawda za sobą pierwsze, nieśmiałe jeszcze próby pstrykania, ale jak na osobę początkującą przystało potrzebowałam rzetelnego kompendium wiedzy. Książka spełniła moje oczekiwania. Informacje w niej zawarte są jasne i zrozumiałe nawet dla kogoś, kto jak ja, praktycznie nie miał wcześniej do czynienia z aparatami. Mało tego, oglądając zawarte w niej zdjęcia można oddawać się swobodnym marzeniom o podobnym poziomie zaawansowania. Zarówno w sztuce kulinarnej jak i samej fotografii. W ciągu wieczora przebrnęłam przez rozdziały dotyczące podstaw, ustawień i trybów działania aparatów, oświetlenia i wreszcie kompozycji. Wszystko co może przerazić laika podane w bardzo przystępnej formie. Przypuszczam, że dla osób znacznie bardziej zaawansowanych w fotografii książka ta nie wniesie zbyt wielu nowości. Dla mnie jednak jest prawdziwym objawieniem. Z niecierpliwością wypatruję już wolnych chwil, by w praktyce zacząć stosować podane przez autorkę wskazówki. I może za jakiś czas robiących zdjęcia będzie już nas dwoje.


"Jedz pysznie, chudnij cudnie"
Magdalena Makarowska
Wydawnictwo Feeria



"Ujęcia ze smakiem. Kulisy fotografii kulinarnej i stylizacji dań"
Helene Dujardin
Wydawnictwo Helion


*zdjęcia pochodzą ze stron wydawnictw

sobota, 19 maja 2012

Foremki z czekolady i malinowa galaretka

Są takie dni, kiedy nie mam najmniejszej nawet ochoty na gotowanie obiadu. Zamiast niego jemy kanapki, zamawiamy pizzę, albo jak dwójka dzieci na wakacjach, zapychamy się słodyczami. Nie odbieram wtedy telefonów, nie czytam mądrych książek, a jedynie włączam film i zerkając od czasu do czasu na ekran telewizora, zajmuję się drobiazgami. Jak malowanie czekoladą papierowych papilotek. Albo tworzenie delikatnych karmelowych dekoracji. Przestaję gonić, zapominam o obowiązkach i zaspokajam wreszcie własną ciekawość. Odnośnie tych wielu, wielu maleńkich rzeczy.




Foremki z czekolady:
(pomysł zaczerpnięty z książki "Sekrety dekorowania potraw")

200g czekolady 
papierowe foremki do muffinów
pędzelek

Przygotować garnek z gorącą wodą. Połowę czekolady połamać na kawałki i włożyć do ceramicznej lub szklanej żaroodpornej miski, nieco większej od garnka. Nie należy używać metalowej miski, ponieważ czekolada rozgrzeje się w niej zbyt szybko i popsuje. Następnie należy ustawić miskę na garnku delikatnie wrzącej wody. Czekolada nie może dotykać powierzchni wody, żeby się zbytnio nie rozgrzała. Sama miska powinna dokładnie zakrywać garnek, aby kondensująca się para nie popsuła czekolady. Powoli podgrzewać czekoladę, aż się roztopi, nie pozwalając by woda się zagotowała, bo zawartość miski stanie się zbyt gorąca. Powstanie wtedy para, a kropelki wody spowodują ścięcie czekolady. Ścięcie oznacza, że czekolada rozwarstwia się na tłuszcze kakaowe i miazgę kakaową. W takim przypadku przestaje nadawać się użytku. Aby ostudzić czekoladę należy odstawić ją w miejsce, gdzie ostygnie powoli. Nie wolno zanurzać miski w zimnej wodzie, bo nagła zmiana temperatury też spowoduje ścięcie się czekolady.
Roztopioną czekoladą przy pomocy pędzelka pokryć wnętrze papilotek do muffinek, upewniwszy się wcześniej, że są czyste i suche. Dokładnie wypełnić wszystkie zagłębienia, uważając by nigdzie nie dostało się powietrze. Posmarować papier do wysokości krawędzi. Odstawić do zastygnięcia. 
Roztopić drugą porcję czekolady i rozprowadzić kolejną warstwę. Posmarować foremki dokładnie do krawędzi, by uzyskać możliwie równy brzeg, który nie popęka po wyjęciu z foremki. 
Odstawić foremki, by wystygły i stwardniały. Nie wkładać ich do lodówki, ale ustawić w chłodnym i suchym miejscu. W lodówce czekolada traci połysk. (Trudno, ja swoją włożyłam).
Gdy czekolada stwardnieje delikatnie oddzielić ją od foremek. Ja po prostu bardzo delikatnie oddarłam papierek od czekolady.
Gotowe foremki z czekolady można przechowywać do siedmiu dni w szczelnym pojemniku. 



Malinowa galaretka:

300g malin
100ml wody
ok.80g cukru
2 łyżki whisky
3 listki żelatyny (następnym razem zastąpię ją pektyną owocową)
Maliny zmiksować i włożyć do garnka. Dodać cukier i wodę. Gotować na wolnym ogniu, aż cukier się rozpuści, a całość zmieni kolor na ciemniejszy. Następnie przetrzeć przez sito, usuwając pestki. Ponownie przelać do garnka. Dodać whisky i sprawdzić czy całość nie jest zbyt kwaśna. W razie potrzeby dodać jeszcze cukru. Trzymać na maleńkim ogniu, by nie ostygło. W tym czasie namoczyć listki żelatyny w zimnej wodzie. Gdy spęcznieją odcisnąć je lekko z wody i wmieszać do malin. Nie gotować. Dokładnie wymieszać upewniając się, że żelatyna dokładnie się rozpuściła. Nie powinno być z tym problemu, żelatyna w listkach rozpuszcza się już przy samym kontakcie z gorącym płynem. 
Odstawić do ostygnięcia. 
Zimną, lekko tężejącą już galaretkę ostrożnie wypełnić czekoladowe foremki i odstawić w chłodne miejsce do całkowitego ostygnięcia.



wtorek, 15 maja 2012

Krem z pieczonych pomidorów


Pieczone pomidory odkryłam całkiem niedawno. Ich smak praktycznie zdeklasował znany mi do tej pory pomidorowy sos. Zmiksowane na gęsty krem stanowią aromatyczną i niezwykle intensywną podstawę dania. W ciągu ostatnich dwóch tygodni zagościły na moim stole kilkukrotnie, za każdym razem w innej postaci. Wystąpiły już jako dodatek do mięsa, potem tortilli, pizzy, a teraz, w najprostszy z możliwych sposobów, z razowym makaronem. Do przygotowania kremu najlepiej nadają się pomidorki koktajlowe, ewentualnie, z większych odmian takie, co do których mamy pewność, że są naprawdę soczyste i bogate w smaku. Próbowałam ze zwykłymi, sklepowymi pomidorami i efekt nie był tak zadowalający jak w przypadku koktajlowych.

Składniki:

500g pomidorków cherry
1 szalotka
1 ząbek czosnku
sól, świeżo zmielony pieprz
oliwa z oliwek


Pomidorki umyć, rozłożyć na blaszce i skropić 1 łyżką oliwy z oliwek. Posolić 1/2  łyżeczki soli. Moje pomidorki były małe, więc zostawiłam je w całości, większe należałoby przekroić na pół i układać skórką do dołu.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 st C i piec ok.40 minut. Uważać, by skórka na pomidorach się nie przypaliła. Ja w połowie pieczenia zmniejszyłam temp. do 160 st C, piekłam z termoobiegiem.
Upieczone pomidory wyjąć i odstawić. W przypadku użycia większych pomidorów na tym etapie należałoby pozbawić je skórek. Moje były malutkie, więc ja tego nie robiłam.
Szalotkę posiekać drobno, czosnek pokroić na cienkie plasterki. W rondelku rozgrzać dwie łyżki oliwy i krótko podsmażyć cebulę razem z czosnkiem. Nie powinna się zrumienić, a jedynie lekko zeszklić.
Do rondla dodać pomidory i całość zmiksować. Doprawić do smaku solą i pieprzem.
Krem jest gęsty, w razie potrzeby lub upodobań można rozrzedzić go niewielką ilością wody lub bulionu. Ja chciałam zachować intensywny smak pieczonych pomidorów, więc ograniczyłam ilość przypraw.



czwartek, 10 maja 2012

Szarlotka z mąki razowej


Wiosna w pełni. Zapełniam lodówkę warzywami, owocami i naturalnym jogurtem. Odkryłam uroki zwiedzania leśnych ścieżek szybkim truchtem przed pracą, a po pracy wyciągam się jeszcze na niebieskiej macie. Na ekranie telewizora towarzyszy mi przy tym kilka obcych i znacznie bardziej wprawionych postaci. Rezygnuję z pizzy, kolorowych napojów i jeszcze paru innych rzeczy, których mi nie żal. Jednego tylko nie jestem w stanie sobie odmówić...
Zatem ulubiona szarlotka w ciemnej odsłonie.


Składniki:

700g mąki pełnoziarnistej orkiszowej
300g cukru trzcinowego
400g (2 kostki) masła
1 jajko
3 żółtka
2 łyżki śmietany 12%
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

2kg jabłek twardych, lekko kwaśnych
1 laska cynamonu
2 łyżki cukru trzcinowego


Wysypać mąkę, proszek do pieczenia oraz cukier na stolnicę. Zrobić na środku niewielkie wgłębienie, do którego wbić jajko i żółtka. Dodać pokrojone na kawałki masło, śmietanę i ekstrakt z wanilii. Szybko zagnieść składniki na gładkie ciasto. Podzielić na dwie części, zawinąć w folię i włożyć do lodówki na 30 minut. W tym czasie przygotować nadzienie.
Jabłka obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić na duże kawałki. Przełożyć do rondla lub garnka, posypać cukrem i świeżo startym cynamonem, a następnie postawić na niewielkim ogniu. Smażyć przez kilka minut, mieszając. Jabłka nie powinny puścić zbyt wiele soku ani się rozpadać.
Wyjąć jedną część ciasta z lodówki i rozłożyć równo w formie do pieczenia. Ilość ciasta jest wystarczająca na dużą blachę 30 x 40cm. Ja użyłam mniejszej, o wymiarach 22 x 32cm, a pozostałe ciasto zamroziłam.
Formę włożyć do nagrzanego piekarnika i zapiekać ok.10 minut w 180 st C (160 st C z termoobiegiem). Gdy ciasto zacznie się rumienić należy je wyjąć, rozłożyć na nim przygotowane wcześniej jabłka i przykryć drugą częścią ciasta.
Piec jeszcze 30 minut (40 minut dla większej formy).
Szarlotkę najlepiej podawać na ciepło z dodatkiem lodów.



poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Pancakes i syrop z rabarbaru

Od czasu kiedy okryłam pancakes prawie nie smażę racuchów. Wypróbowałam już kilka przepisów i wreszcie postanowiłam zapisać jeden z nich. Uwielbiam pancakes za lekkość oraz skórkę, która odrobinę przypomina mi tę powstającą na gofrach. A także za to, że mogę dowolnie zamienić w nich mąkę z białej na pełnoziarnistą i za każdym razem smakują równie dobrze. Zwłaszcza z dodatkiem konfitur czy świeżych, sezonowych owoców. 


Składniki na pancakes:

180g mąki pełnoziarnistej orkiszowej (lub białej pszennej)
200g jogurtu (lub maślanki)
100ml mleka
2 jajka (białka i żółtka osobno)
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka cukru pudru (lub cukru trzcinowego)
20ml masła, rozpuszczonego
cukier waniliowy (najlepiej własny)
szczypta soli

Mąkę wymieszać z sodą, solą, cukrem i wanilią. Wbić żółtka, następnie dodać mleko, masło i jogurt. Dokładnie wymieszać trzepaczką na gładką masę. W osobnej misce ubić białka na sztywną pianę, po czym delikatnie wmieszać je do pozostałych składników. 
Patelnię rozgrzać (najlepiej użyć do tego celu patelni z powłoką nieprzywierającą np.ceramicznej). Na suchą patelnię nakładać łyżką porcje masy i smażyć niewielkie placuszki obracając z obu stron, aż do uzyskania złotego koloru. 
Podawać ciepłe z dowolnymi dodatkami.


Syrop z rabarbaru:

350g rabarbaru
150ml wody
4-5 łyżek cukru (u mnie trzcinowy)
1 łyżeczka wody różanej

Doprowadzić w rondlu wodę z cukrem do wrzenia. Wrzucić rabarbar, pokrojony na małe kawałki. Wymieszać i dusić ok.5 minut. Gdy rabarbar zmięknie dodać wodę różaną. Zdjąć z ognia. Na tym etapie rabarbar jest już gotowy jako dodatek do deserów np. Eton mess. Ja odcedziłam kawałki rabarbaru, a pozostały sok postawiłam jeszcze na mały ogień w celu zmniejszenia objętości i zagęszczenia. Dopiero tak powstałym syropem polewałam pancakesy.


środa, 25 kwietnia 2012

Rabarbar pod kruszonką


Rabarbar. Dla niego jechałam na drugi koniec miasta. Z lokalnego targu wykupiłam cały pierwszy, nieśmiały jeszcze zapas. Wracając wiedziałam dokładnie co przygotuję. Crumble. Ta wizja męczyła mnie już od kilku dni. Soczyste, lekko kwaskowate owoce ukryte pod chrupiącą warstwą. Gotowe nie postały na blacie dłużej niż kilka minut. Gorące zajadaliśmy z lodami. Z kokilek tak małych, że aż żal.


Składniki:
(na 8 małych kokilek)


300g rabarbaru (3-4 łodygi)
200g truskawek
1 jabłko (słodkie, twarde)
kruszonka


Kruszonka:

60g mąki pełnoziarnistej orkiszowej
50g mąki pszennej
50g płatków owsianych górskich
100g miękkiego masła (plus 2 łyżki)
50g cukru trzcinowego nierafinowanego (plus 2 łyżki do posypania owoców)
1/2 startej kory cynamonu
ziarna z 1 laski wanilii
lody śmietankowe do przybrania


Owoce dokładnie umyć. Jabłko obrać, truskawki pozbawić szypułek, rabarbar oczyścić. Pokroić wszystkie na małe kawałki i wymieszać ze sobą. Nakładać do pełna kokilek. Na wierzch położyć po cienkim kawałku masła i posypać cukrem.
Korę cynamonu utłuc w moździerzu, dodać wydłubane z wanilii ziarenka i wymieszać.
Wszystkie składniki kruszonki włożyć do miski i połączyć ze sobą do uzyskania grudkowatej struktury. Następnie obłożyć owoce kruszonką, a całość posypać jeszcze cynamonem.
Wkładać do rozgrzanego piekarnika (180 st z termoobiegiem) i zapiekać ok.25 minut, aż wierzch ładnie się zrumieni. Kokilki dobrze jest postawić albo na pełnej blasze, albo nad taką, aby wyciekający z owoców sok nie przypalał nam dołu piekarnika
Podawać ciepłe z lodami śmietankowymi lub gęstą śmietaną.




piątek, 20 kwietnia 2012

Konfitura z pomarańczy. Moja pierwsza.


Moje pierwsze konfitury. Smażone jak przystało w najstarszym, odziedziczonym po rodzicach garnku. Przechodziły trzykrotną próbę konsystencji, aż wreszcie wylądowały, po sporej dawce wahania, zapakowane w słoikach. Zakręcone, dokręcone i postawione do góry nogami rankiem zrobiły mi niespodziankę. Stężały w powietrzu.
Przepis pochodzi z tej strony.


Składniki:

1kg pomarańczy
1kg cukru (przy tej ilości cukru wychodzi dość słodkie)
1 cytryna
kawałek korzenia imbiru
100-150ml whisky
2l wody
gaza lub kawałek muślinu

Pomarańcze i cytrynę dokładnie wyszorować pod ciepłą wodą. Przekroić pomarańcze na pół i wycisnąć sok do miski. Odstawić. Drugą miskę wyłożyć gazą (złożoną na dwa) lub kawałkiem muślinu, materiał powinien mieć przynajmniej 30x30cm. Teraz należy bardzo dokładnie wyskrobać łyżeczką pozostały w pomarańczach miąższ, razem z pestkami i błonkami i  wrzucić to do przygotowanej miski. Z cytryną postępujemy podobnie. Sok wyciskamy i dodajemy do soku z pomarańczy, a miąższ, a potem jeszcze całe skórki wrzucamy do miski z gazą. Materiał dokładnie związujemy sznurkiem. Z pozostałych po pomarańczach skórek oddzielamy nożem białą część, a same skórki kroimy na cienkie paski.
Do garnka z grubym dnem wlewamy sok, wrzucamy skórki i wkładamy wypełnioną miąższem gazę. Dolewamy 2l zimnej wody i wstawiamy garnek do lodówki na całą noc.

Drugiego dnia stawiamy na palnik, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy na małym ogniu przez godzinę. Skórki z pomarańczy powinny zrobić się przezroczyste, a objętość płynu zmniejszyć o ok.1/3.
Zdejmujemy z ognia i zostawiamy do wystygnięcia.
W tym czasie przygotowujemy słoiki. Myjemy je w ciepłej wodzie, suszymy w piekarniku i trzymamy w cieple.
Gazę wyjmujemy z garnka i trzymając nad nim bardzo dokładnie wyciskamy całą zawartość.
Do garnka dodajemy cukier i starty imbir. Następnie powoli doprowadzamy do wrzenia, ciągle mieszając, aż cały cukier się rozpuści.
Do zamrażalnika wstawiamy mały talerzyk.
Marmoladę gotujemy na silnym ogniu przez 15 minut. Nie mieszamy. Po tym czasie robimy próbę na talerzyku. U mnie przy pierwszej próbie całość wciąż jeszcze była rzadka i lejąca. Można marmoladę sprawdzić termometrem, powinna być gotowa przy temperaturze 105 st C.
Jeśli po 15 minutach marmolada nie jest gotowa, gotujemy ją dalej. Może to zająć nawet 45 minut (tak było i u mnie).
Gdy marmolada jest już gotowa dodajemy whisky i gotujemy jeszcze przez chwilkę.
Gorącą marmoladę przekładamy do słoików, zakręcamy i ustawiamy na zakrętkach do całkowitego ostygnięcia. Moje postały tak całą noc i w efekcie rano zastałam zastygniętą w powietrzu marmoladę.



poniedziałek, 9 kwietnia 2012

I brownie. I jajko

Nie oparłam się. Po raz pierwszy od czasów, gdy sięgając brodą stołu czekałam, aż powstaną, zrobiłam wydmuszki. Tym razem całkiem sama. W domu są góra trzy igły oraz jeden lewy korkociąg, więc ostatecznie to kuchenny termometr spełnił funkcję i młotka i wiertła. Proces przygotowań, jak w wielu innych przypadkach, może wydawać się nieco żmudny, ale widok czekoladowego ciasta wynurzającego się ze skorupek z pewnością urzeka.
Przepis wypatrzony na tej stronie.

Składniki:


12 dużych jaj (na wydmuszki)
200g czekolady (użyłam mlecznej)
120g masła
3 jajka
1 szklanka cukru
1 szklanka mąki
szczypta soli
3 łyżki kakao

Przygotować wydmuszki.
Przy użyciu narzędzia z ostrą końcówką robimy w "szerszej" części jajka maleńką dziurkę. Ja nie doczytałam instrukcji i zaczęłam od "węższej" strony. W niczym to nie zaszkodziło. Otwór ostrożnie poszerzamy tak, by później zmieściła się w nim końcówka rękawa cukierniczego.Przy trzecim jajku nauczyłam się jak robić to tak, by odłamki skorupek nie wpadały do środka. Przy pomocy wykałaczki mieszamy zawartość w środku jajka i wylewamy. Następnie jajko dokładnie płuczemy i umieszczamy w solance (100g soli na litr wody) na przynajmniej 30 minut. Na koniec jajka należy dokładnie wysuszyć.


Czekoladę wraz z masłem rozpuścić w kąpieli wodnej. Jajka utrzeć z cukrem na puszystą masę. Lekko przestudzoną czekoladę dodać do jajek. Mąkę wymieszać z solą i kakao, a następnie dodać do masy jajecznej. Wszystko dokładnie wymieszać.
Do gotowych wydmuszek wlewamy po ok.pół łyżeczki oleju i obracamy nimi tak, by olej pokrył dokładnie wnętrze jajek. Nadmiar wylewamy. Wydmuszki ustawiamy w foremce wypełnionej folią aluminiową lub fasolkami (jajka mają stać pewnie otworem do góry).


Nakładamy ciasto do rękawa cukierniczego i ostrożnie napełniamy każdą wydmuszkę do 3/4 wysokości. Jeśli podczas pieczenia ciasto wyleje się ze skorupek, należy je szybko usunąć po wyjęciu z piekarnika, a same jajka umyć wilgotną ściereczką.
Napełnione jajka wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170-180 st C i pieczemy przez 15-20 minut.


niedziela, 8 kwietnia 2012

Filet z kurczaka z białym winem i glazurowaną cebulką


Mięso kurczaka jest w naszym domu jedynym słusznym. Z bardzo nielicznymi wyjątkami każde inne jest z góry skazane na niepowodzenie, ze względów oczywistych. Mianowicie nie jest kurczakiem. Jak łatwo zgadnąć nie daje mi to dużego pola do manewru jeśli chodzi o dania mięsne. Choć z drugiej strony stawia też pewne wyzwania. Tydzień ma siedem dni, z których przynajmniej połowa powinna obfitować w domowy obiad. Z kolei większość obiadów powinna zawierać mięso. I tutaj wracamy do kurczaka...


Składniki:

2 filety z kurczaka
30-40g masła
100-150ml białego wytrawnego wina
garść listków bazylii
2 ząbki czosnku
sól, pieprz
słodka czerwona papryka

Filety z kurczaka umyć, poobcinać większe żyłki i tłuszcz. Jeśli mam duże i grube filety przecinam każdy z nich na pół, tak aby były równej grubości na całej długości. Na patelni rozpuścić masło i położyć filety. Dodać przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku oraz świeżą bazylię. Posolić i obsypać świeżo zmielonym pieprzem oraz papryką. Gdy filety delikatnie się zrumienią przewrócić na drugą stronę i wlać wino. Żeby kurczak nie był zbyt suchy, ściągam go z patelni zanim wino w całości odparuje. Po zdjęciu kurczaka zwiększam ogień i pozwalam, by powstały na patelni sos odparował i nieco zgęstniał. Gotowym polewam mięso z kurczaka.


Glazurowana cebulka:

400g malutkich cebulek
15g masła
1 łyżka oliwy
1 łyżeczka soli kamiennej
1 liść laurowy
gałązka tymianku
odrobina cukru

Cebulki obrać. Dość łatwo można to zrobić po uprzednim sparzeniu ich wrzątkiem przez ok.1 minutę. Na żaroodpornej patelni rozgrzać masło razem z oliwą, wrzucić cebulki i potrząsać patelnią tak, by dokładnie pokryły się tłuszczem. Posypać solą, dodać liść laurowy i tymianek. Smażyć na niewielkim ogniu, aż zaczną zmieniać kolor. Następnie zdjąć z ognia, obsypać z wierzchu niewielką ilością cukru, przykryć papierem i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 st C na ok.20 minut. Przewracać co 5 minut i wyciągnąć, gdy cebulki będą miękkie.


piątek, 30 marca 2012

Kruche ciasto wg Roux



Delikatne i bardzo kruche ciasto. Uniwersalne do różnego rodzaju wypieków, zarówno słodkich, jak i pikantnych.
Przepis pochodzi z książki "Ciasta" M.Roux


Składniki:

250g mąki pszennej
150g masła, lekko zmiękczonego
1 łyżeczka drobnoziarnistej soli
szczypta drobnego cukru
1 jajko
1 łyżka zimnego mleka



Z mąki usypać wzgórek, zrobić w nim wgłębienie, a następnie włożyć tam masło, pokrojone na kawałki, wsypać sól, cukier i wbić jajko. Palcami wymieszać i połączyć składniki na gładką masę. Powoli zagarniać mąkę, ugniatając ostrożnie, aż ciasto będzie miało ziarnistą konsystencję. Wlać mleko i delikatnie połączyć palcami z resztą ciasta. Wewnętrzną stroną dłoni wyrabiać ciasto, odpychając je od siebie 4-5 razy, aż będzie gładkie.Ugnieść z niego kulę, owinąć w folię i włożyć do lodówki na 30-60 minut. (Kruche ciasto można przechowywać w hermetycznym pojemniku w lodówce przez tydzień, a w zamrażalniku do 3 miesięcy.) Po tym czasie wyjąć i rozwałkować, najwygodniej pomiędzy dwoma arkuszami pergaminu na grubość 3-4 mm. W rozwałkowanym cieście wykrawać krążki do wyłożenia indywidualnych foremek. W zależności od ich głębokości średnica powinna być o 4-7cm większa od średnicy foremek. Włożyć po krążku do każdej foremki i ugnieść kciukami, wypychając delikatnie do góry, by powstał lekko uniesiony brzeg. Foremki można wyłożyć papierem i wypełnić ziarnem fasoli, albo położyć na cieście identyczną foremkę, aby dociążyć ciasto i tak upiec.
Piec w temp. 180-190 st C przez 10 minut, a następnie usunąć fasolę i papier i piec jeszcze ok.5 minut.
Gotowe wypełniać dowolnym nadzieniem (u mnie z różanym kremem i malinami).


niedziela, 25 marca 2012

Tagliatelle z cukrowym groszkiem


Kilka szczypt i dwie garści.
Lubię zerkać do skomplikowanych przepisów, szukać nowych składników, kombinować. Skrupulatnie notować proporcje i próbować, raz po raz, gdy za pierwszym nie wyjdzie jak trzeba. Bywa jednak, że zaskakuje mnie zwykły makaron. Ta znikoma ilość wrzucona na patelnię. Trzy składniki, nie więcej. Będąc dzieckiem zajadałam się wstążkami polanymi masłem i obsypanymi cukrem. Zapominam o tym. A potem na nowo się dziwię. I doceniam.


Składniki:
(na jedną porcję)


4 gniazdka makaronu tagliatelle
garść groszku cukrowego
szczypta chilli
1 łyżeczka papryki czerwonej
sól, świeżo zmielony pieprz
oliwa z oliwek


Makaron ugotować. Świeży groszek cukrowy opłukać i przelać gorącą, a następnie zimną wodą. Na patelni rozgrzać dobrej jakości oliwę z oliwek, wrzucić groszek i podsmażać go przewracając przez 3-4 minuty. Posypać słodką czerwoną papryką i chili. Dodać ugotowany makaron, dokładnie wymieszać pozwalając by obtoczyła go oliwa z przyprawami. Posolić i ewentualnie dopieprzyć do smaku. Od razu nakładać na talerz.



czwartek, 22 marca 2012

Mille-feuille z kremem pâtissière i malinami

Zapachniało wiosną. Porzuciłam grubą kurtkę i cieszę się widokiem słońca popołudniami. Z zamrażarki wyciągam ostatnie maliny. Zimne i oszronione. Latem byłabym wdzięczna za ich chłód. Dzisiaj marzę o świeżych.

Składniki:

ok.100g malin
200g kremu pâtissière ( przepis tutaj)
6 migdałowych ciasteczek

Migdałowe ciasteczka:

40g mielonych migdałów
40g cukru pudru
15g mąki pszennej
1 białko
1 łyżka rozpuszczonego masła


Wymieszać ze sobą mielone migdały, cukier puder i mąkę. Masło rozpuścić. Białko ubić i wmieszać do niego wszystkie pozostałe składniki. Piekarnik rozgrzać do 160 st C. Na blachę wyłożoną pergaminem nakładać porcję masy i płaskim nożem lub szpatułką rozsmarowywać równe, cienkie koła o średnicy 7-8cm. Aby nadać ciasteczkom idealnie okrągły kształt, można wykonać wcześniej formę. Do jej wykonania posłużą plastikowe pokrywki z opakowań po lodach. Należy odciąć zagięte boki i wyciąć w nich kółka o odpowiedniej średnicy. Formę położyć na blasze, wypełnić otwory ciastem i wyrównać wierzch. Przed pieczeniem usunąć formę z blachy.
Piec ok.7 minut, tak by ciasteczka nie zbrązowiały.
Gotowe można przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku.

Mając przygotowane wszystkie składniki tworzymy wieżę, układając na przemian ciastko, krem i maliny.


wtorek, 20 marca 2012

Makaroniki z kremem kawowym


Trzy dni czekania, aż wysuszą się białka. Pięć minut odrysowywania kółek od nakrętki wody i machnięcie ręką po drugim rzędzie. Piętnaście minut miksowania, mieszania i wyciskania. Godzina czekania. Siedem minut pieczenia. W międzyczasie krem... Staranne odrywanie, smarowanie i sklejanie. Razem pół godziny. I są. Prawie w mgnieniu oka. 36 gotowych makaroników...
...za trzecim razem.



Przepis i niezastąpione informacje pochodzą ze strony Kuchnia Szczęścia.


Składniki:

100g blanszowanych migdałów (albo płatków migdałowych))
135g cukru pudru
70g białek liquefied (oddzielonych od żółtek i zostawionych na 3-5 dni)
35g cukru pudru
dodatki:
1 łyżeczka kawy mielonej
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej (użyłam typu espresso)

Migdały zmiksować ze 135g cukru pudru, bardzo drobno. Najlepiej na początku w blenderze, a potem młynku do kawy. (Nie posiadam tego drugiego, więc musiało mi wystarczyć mielenie w blenderze.) Do powstałego w ten sposób tzw.tant-pour-tant można dodać suche dodatki smakowe, jak w tym wypadku kawę.
Białka, które suszyły się na blacie 3-5 dni ubić na średnio sztywno. Następnie dodać 35g cukru pudru i ubić na sztywno.
Do ubitych białek należy dodać tant-por-tant i całość szybko i sprawnie wymieszać. Masa w miarę mieszania robi się coraz płynniejsza, więc należy uważać. Nie może być ani za gęsta, przy podnoszeniu łyżki będzie się wtedy rwała dużymi grudami, ani zbyt płynna. Powinna lać się równomiernie, jak gęsta lawa. Można przeprowadzić próbę i wyłożyć jej niewielką ilość na talerzyk. Jeśli rozleje się bardzo delikatnie tworząc gładką powierzchnię to znaczy, że jest gotowa. Natomiast jeśli na powierzchni wciąż będą widoczne grudy to znaczy, że należy jeszcze ze 2 razy pomieszać całość łyżką.
Gotową masę przekładamy do rękawa cukierniczego i na przygotowaną wcześniej, wyłożoną pergaminem (najlepiej teflonowym) blachę wyciskamy krążki ok.2,5cm wielkości. Dla ułatwienia można przygotować sobie szablon z odrysowanymi (wydrukowanymi jak kto woli) kółkami i podłożyć go pod pergamin. Należy tylko pamiętać, by usunąć go przed włożeniem do piekarnika. Po wyciśnięciu wszystkich makaroników trzeba blachą delikatnie, ale stanowczo uderzyć o miękką powierzchnię (np.kanapę), by masa równomiernie się rozłożyła, a ewentualne czubeczki znikły.
Blachę odkładamy na 30-60 minut, by makaroniki podeschły i na ich wierzchu wytworzyła się cienka skorupka.
Piekarnik rozgrzewamy do 160 st C i pieczemy makaroniki przez 6-7 minut. Czas pieczenia może być różny, uzależniony jest od konkretnego piekarnika. Temperatura powinna być na tyle wysoka, by makaroniki szybko wystrzeliły do góry, ale nie mogą się zrumienić. Próbowałam wcześniej piec w 140-150 st C ok.10-12 minut, ale nie tworzyła się wtedy charakterystyczna dla makaroników falbanka.
Upieczone makaroniki zostawiamy do ostudzenia i delikatnie odrywamy od pergaminu. Najlepiej unosząc całość do pozycji pionowej i odrywając papier od boku makaroników. Gotowe makaroniki przekładać masą.


Krem kawowy:


1/2 (300g) kremu pâtissière
1 łyżka kawy rozpuszczalnej (użyłam typu espresso)

Krem  pâtissière:
(do makaroników wystarczy z połowy porcji)
6 żółtek
125g cukru pudru
40g mąki
500ml mleka
1 laska wanilii, rozcięta

Żółtka utrzeć w misce z 1/3 cukru pudru na puszystą masę. Dodać mąkę i dokładnie wymieszać.
Mleko zagotować w rondlu z pozostałą częścią cukru i laską wanilii. Po zagotowaniu zalać nim masę jajeczną, stale mieszając. Całość raz jeszcze przelać do rondla i przez cały czas mieszając trzepaczką doprowadzić do wrzenia. Gotować przez 2 minuty, a następnie przełożyć do miski. Podzielić na dwie części. Jedną wykorzystać do kremu kawowego, a drugą od razu dokładnie przykryć folią spożywczą, tak by dotykała powierzchni. Zapobiegnie to powstawaniu kożucha. Zimny krem można przechowywać w lodówce do 3 dni. Przed użyciem należy wyciągnąć strąk wanilii.