sobota, 26 maja 2012

Książkowo.Ujęcia ze smakiem i zdrowe jedzenie.

Na mojej półce pojawiły się ostatnio dwie książki, z których jedna zmieniła moje podejście do odżywiania się, a druga  zrewolucjonizowała sposób myślenia o fotografii.


"Jedz pysznie, chudnij cudnie" M. Makarowskiej usystematyzowała moją wiedzę na temat zdrowego jedzenia. Przekazane w niej złote zasady, które każdy słyszał przynajmniej raz nareszcie do mnie trafiły. Do tej pory sięgałam po pozycje różnej maści dietetyków i za każdym razem zostawało mi uczucie bliżej nieokreślonego niezaspokojenia. Czytałam wskazówki, a potem po raz enty usiłowałam zastosować je we własnym życiu. Z mizernym rezultatem. Może po prostu nie byłam na nie gotowa. Niby wiedziałam o  korzyściach płynących z jedzenia pełnoziarnistych produktów, płatków, otrębów, kiełków itd, ale wiedzę tę odkurzałam jedynie raz na jakiś czas, by potem wracać do dawnych przyzwyczajeń i jadać śniadania (o ile można je tak nazwać) o godzinie 15:00. Dopiero "Jedz pysznie, chudnij cudnie" rzeczywiście zmieniła moje podejście. Napisana z pasją przekonuje, że nabranie właściwych nawyków żywieniowych nie jest wcale takie trudne. Wypełniona informacjami na temat produktów, które właściwie wszyscy znamy, pozwala spojrzeń na nie od innej strony. Umieszczone w niej przykładowe zastosowania i jadłospisy są mało skomplikowane i rzeczywiście smaczne (poza zupą-krem z selera, która nie przypadła mi do gustu). Czytając tę książkę miałam wrażenie, że wreszcie, po raz pierwszy czytam wskazówki kierowane do zwykłych ludzi. Ludzi, którzy nie pragną wcale drakońskich i wymyślnych diet, a chcą jedynie prosto i zwyczajnie zacząć jeść z zachowaniem dbałości o własne zdrowie.
Drugą z książek, "Ujęcia ze smakiem. Kulisy fotografii kulinarnej i stylizacji dań" kurier przyniósł wczoraj. Po przeczytaniu pierwszej połowy entuzjastycznie zakrzyknęłam, że też chcę własny aparat. Do tej pory większość zdjęć umieszczonych na blogu robił On. Ja tylko asystowałam czuwając nad samymi potrawami. Mam już co prawda za sobą pierwsze, nieśmiałe jeszcze próby pstrykania, ale jak na osobę początkującą przystało potrzebowałam rzetelnego kompendium wiedzy. Książka spełniła moje oczekiwania. Informacje w niej zawarte są jasne i zrozumiałe nawet dla kogoś, kto jak ja, praktycznie nie miał wcześniej do czynienia z aparatami. Mało tego, oglądając zawarte w niej zdjęcia można oddawać się swobodnym marzeniom o podobnym poziomie zaawansowania. Zarówno w sztuce kulinarnej jak i samej fotografii. W ciągu wieczora przebrnęłam przez rozdziały dotyczące podstaw, ustawień i trybów działania aparatów, oświetlenia i wreszcie kompozycji. Wszystko co może przerazić laika podane w bardzo przystępnej formie. Przypuszczam, że dla osób znacznie bardziej zaawansowanych w fotografii książka ta nie wniesie zbyt wielu nowości. Dla mnie jednak jest prawdziwym objawieniem. Z niecierpliwością wypatruję już wolnych chwil, by w praktyce zacząć stosować podane przez autorkę wskazówki. I może za jakiś czas robiących zdjęcia będzie już nas dwoje.


"Jedz pysznie, chudnij cudnie"
Magdalena Makarowska
Wydawnictwo Feeria



"Ujęcia ze smakiem. Kulisy fotografii kulinarnej i stylizacji dań"
Helene Dujardin
Wydawnictwo Helion


*zdjęcia pochodzą ze stron wydawnictw

sobota, 19 maja 2012

Foremki z czekolady i malinowa galaretka

Są takie dni, kiedy nie mam najmniejszej nawet ochoty na gotowanie obiadu. Zamiast niego jemy kanapki, zamawiamy pizzę, albo jak dwójka dzieci na wakacjach, zapychamy się słodyczami. Nie odbieram wtedy telefonów, nie czytam mądrych książek, a jedynie włączam film i zerkając od czasu do czasu na ekran telewizora, zajmuję się drobiazgami. Jak malowanie czekoladą papierowych papilotek. Albo tworzenie delikatnych karmelowych dekoracji. Przestaję gonić, zapominam o obowiązkach i zaspokajam wreszcie własną ciekawość. Odnośnie tych wielu, wielu maleńkich rzeczy.




Foremki z czekolady:
(pomysł zaczerpnięty z książki "Sekrety dekorowania potraw")

200g czekolady 
papierowe foremki do muffinów
pędzelek

Przygotować garnek z gorącą wodą. Połowę czekolady połamać na kawałki i włożyć do ceramicznej lub szklanej żaroodpornej miski, nieco większej od garnka. Nie należy używać metalowej miski, ponieważ czekolada rozgrzeje się w niej zbyt szybko i popsuje. Następnie należy ustawić miskę na garnku delikatnie wrzącej wody. Czekolada nie może dotykać powierzchni wody, żeby się zbytnio nie rozgrzała. Sama miska powinna dokładnie zakrywać garnek, aby kondensująca się para nie popsuła czekolady. Powoli podgrzewać czekoladę, aż się roztopi, nie pozwalając by woda się zagotowała, bo zawartość miski stanie się zbyt gorąca. Powstanie wtedy para, a kropelki wody spowodują ścięcie czekolady. Ścięcie oznacza, że czekolada rozwarstwia się na tłuszcze kakaowe i miazgę kakaową. W takim przypadku przestaje nadawać się użytku. Aby ostudzić czekoladę należy odstawić ją w miejsce, gdzie ostygnie powoli. Nie wolno zanurzać miski w zimnej wodzie, bo nagła zmiana temperatury też spowoduje ścięcie się czekolady.
Roztopioną czekoladą przy pomocy pędzelka pokryć wnętrze papilotek do muffinek, upewniwszy się wcześniej, że są czyste i suche. Dokładnie wypełnić wszystkie zagłębienia, uważając by nigdzie nie dostało się powietrze. Posmarować papier do wysokości krawędzi. Odstawić do zastygnięcia. 
Roztopić drugą porcję czekolady i rozprowadzić kolejną warstwę. Posmarować foremki dokładnie do krawędzi, by uzyskać możliwie równy brzeg, który nie popęka po wyjęciu z foremki. 
Odstawić foremki, by wystygły i stwardniały. Nie wkładać ich do lodówki, ale ustawić w chłodnym i suchym miejscu. W lodówce czekolada traci połysk. (Trudno, ja swoją włożyłam).
Gdy czekolada stwardnieje delikatnie oddzielić ją od foremek. Ja po prostu bardzo delikatnie oddarłam papierek od czekolady.
Gotowe foremki z czekolady można przechowywać do siedmiu dni w szczelnym pojemniku. 



Malinowa galaretka:

300g malin
100ml wody
ok.80g cukru
2 łyżki whisky
3 listki żelatyny (następnym razem zastąpię ją pektyną owocową)
Maliny zmiksować i włożyć do garnka. Dodać cukier i wodę. Gotować na wolnym ogniu, aż cukier się rozpuści, a całość zmieni kolor na ciemniejszy. Następnie przetrzeć przez sito, usuwając pestki. Ponownie przelać do garnka. Dodać whisky i sprawdzić czy całość nie jest zbyt kwaśna. W razie potrzeby dodać jeszcze cukru. Trzymać na maleńkim ogniu, by nie ostygło. W tym czasie namoczyć listki żelatyny w zimnej wodzie. Gdy spęcznieją odcisnąć je lekko z wody i wmieszać do malin. Nie gotować. Dokładnie wymieszać upewniając się, że żelatyna dokładnie się rozpuściła. Nie powinno być z tym problemu, żelatyna w listkach rozpuszcza się już przy samym kontakcie z gorącym płynem. 
Odstawić do ostygnięcia. 
Zimną, lekko tężejącą już galaretkę ostrożnie wypełnić czekoladowe foremki i odstawić w chłodne miejsce do całkowitego ostygnięcia.



wtorek, 15 maja 2012

Krem z pieczonych pomidorów


Pieczone pomidory odkryłam całkiem niedawno. Ich smak praktycznie zdeklasował znany mi do tej pory pomidorowy sos. Zmiksowane na gęsty krem stanowią aromatyczną i niezwykle intensywną podstawę dania. W ciągu ostatnich dwóch tygodni zagościły na moim stole kilkukrotnie, za każdym razem w innej postaci. Wystąpiły już jako dodatek do mięsa, potem tortilli, pizzy, a teraz, w najprostszy z możliwych sposobów, z razowym makaronem. Do przygotowania kremu najlepiej nadają się pomidorki koktajlowe, ewentualnie, z większych odmian takie, co do których mamy pewność, że są naprawdę soczyste i bogate w smaku. Próbowałam ze zwykłymi, sklepowymi pomidorami i efekt nie był tak zadowalający jak w przypadku koktajlowych.

Składniki:

500g pomidorków cherry
1 szalotka
1 ząbek czosnku
sól, świeżo zmielony pieprz
oliwa z oliwek


Pomidorki umyć, rozłożyć na blaszce i skropić 1 łyżką oliwy z oliwek. Posolić 1/2  łyżeczki soli. Moje pomidorki były małe, więc zostawiłam je w całości, większe należałoby przekroić na pół i układać skórką do dołu.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 st C i piec ok.40 minut. Uważać, by skórka na pomidorach się nie przypaliła. Ja w połowie pieczenia zmniejszyłam temp. do 160 st C, piekłam z termoobiegiem.
Upieczone pomidory wyjąć i odstawić. W przypadku użycia większych pomidorów na tym etapie należałoby pozbawić je skórek. Moje były malutkie, więc ja tego nie robiłam.
Szalotkę posiekać drobno, czosnek pokroić na cienkie plasterki. W rondelku rozgrzać dwie łyżki oliwy i krótko podsmażyć cebulę razem z czosnkiem. Nie powinna się zrumienić, a jedynie lekko zeszklić.
Do rondla dodać pomidory i całość zmiksować. Doprawić do smaku solą i pieprzem.
Krem jest gęsty, w razie potrzeby lub upodobań można rozrzedzić go niewielką ilością wody lub bulionu. Ja chciałam zachować intensywny smak pieczonych pomidorów, więc ograniczyłam ilość przypraw.



czwartek, 10 maja 2012

Szarlotka z mąki razowej


Wiosna w pełni. Zapełniam lodówkę warzywami, owocami i naturalnym jogurtem. Odkryłam uroki zwiedzania leśnych ścieżek szybkim truchtem przed pracą, a po pracy wyciągam się jeszcze na niebieskiej macie. Na ekranie telewizora towarzyszy mi przy tym kilka obcych i znacznie bardziej wprawionych postaci. Rezygnuję z pizzy, kolorowych napojów i jeszcze paru innych rzeczy, których mi nie żal. Jednego tylko nie jestem w stanie sobie odmówić...
Zatem ulubiona szarlotka w ciemnej odsłonie.


Składniki:

700g mąki pełnoziarnistej orkiszowej
300g cukru trzcinowego
400g (2 kostki) masła
1 jajko
3 żółtka
2 łyżki śmietany 12%
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

2kg jabłek twardych, lekko kwaśnych
1 laska cynamonu
2 łyżki cukru trzcinowego


Wysypać mąkę, proszek do pieczenia oraz cukier na stolnicę. Zrobić na środku niewielkie wgłębienie, do którego wbić jajko i żółtka. Dodać pokrojone na kawałki masło, śmietanę i ekstrakt z wanilii. Szybko zagnieść składniki na gładkie ciasto. Podzielić na dwie części, zawinąć w folię i włożyć do lodówki na 30 minut. W tym czasie przygotować nadzienie.
Jabłka obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić na duże kawałki. Przełożyć do rondla lub garnka, posypać cukrem i świeżo startym cynamonem, a następnie postawić na niewielkim ogniu. Smażyć przez kilka minut, mieszając. Jabłka nie powinny puścić zbyt wiele soku ani się rozpadać.
Wyjąć jedną część ciasta z lodówki i rozłożyć równo w formie do pieczenia. Ilość ciasta jest wystarczająca na dużą blachę 30 x 40cm. Ja użyłam mniejszej, o wymiarach 22 x 32cm, a pozostałe ciasto zamroziłam.
Formę włożyć do nagrzanego piekarnika i zapiekać ok.10 minut w 180 st C (160 st C z termoobiegiem). Gdy ciasto zacznie się rumienić należy je wyjąć, rozłożyć na nim przygotowane wcześniej jabłka i przykryć drugą częścią ciasta.
Piec jeszcze 30 minut (40 minut dla większej formy).
Szarlotkę najlepiej podawać na ciepło z dodatkiem lodów.